wtorek, 3 marca 2015

Podróż na sto stóp (może nie stóp...?)

Witam.

 Ostatnio miałam (w  sumie nadal mam) niewiele czasu. Ciągle gdzieś biegam, coś robię, zapominam o 1000 rzeczach..(chyba muszę zacząć prowadzić - prowadzić, bo kupiony już mam - kalendarz) Paradoksalnie w mojej głowie kotłuje się od różnych przemyśleń. No bo przecież to tak bardzo odpowiedni na to czas. A co za tym idzie, przygotowałam coś specjalnie na ten wieczór...

 Chciałam napisać "zamknij oczy" i chodź za mną, jednak to chyba głupi pomysł zważając na to, że musisz czytać, a nie słuchać. Także mam inną propozycję, zamknij wszystko, co może Cię rozproszyć, wyłącz muzykę, idź gdzieś, gdzie możesz być chwilę sama i OTWÓRZ oczy wyobraźni, szeroko, pozwól się ponieść... dlaczego?

Dlatego, że dziś chcę Cię zabrać w podróż...

Ciemno. 
Cicho. 
Napięcie staje się trudne do zniesienia.
Czekam.
Stoję na środku, jeszcze chwilka i ...
zaczynam, słyszę pierwsze takty muzyki i serce delikatnie łomocze mi w piersi. Delikatnie, aby zaraz rozszaleć się w jej rytm. Ja i ta melodia to jedno, Zniknął stres, pojawiła się ekscytacja, podniecenie i uniesienie. Zaraz potem już nie myślę, robię... tańczę! Wyrażam to, co czuję. Owszem, wykonuję wyuczone ruchy, ale jednocześnie, pokazuję swoją duszę... nagle koniec. Światła gasną, słychać tylko mój oddech i bicie serca.
Cisza.
Trwa w nieskończoność.
Zamarłam w bezruchu i ciemności.
Tracę nadzieję..
Nagle brawa, ogromne, całe pomieszczenie wypełnione burzą oklasków ... 
Nigdy nie byłam bardziej . . .


 Oślepiające słońce zalało mi twarz, cudownie.. Mogłabym tak siedzieć z zamkniętymi oczyma wieczność. Nie mogę, jest tyle rzeczy do zobaczenia! Otwieram oczy i widzę pola lawendy, winnice, przepiękne pejzaże, cudowne wille, ogrody.
Och! Bajka, po prostu jestem w raju, inaczej tego nazwać nie mogę. Ten zniewalający zapach trawy, ziół, wina. Brak słów do opisania cudowności tego miejsca. A może by tak zostać tu na zawsze, wtopić się w ten krajobraz, wrosnąć w tutejszą ziemię, już wiecznie obserwować te niewiarygodne cuda natury..? 
Toskania, nie mogło być lepi . . .


Poprawiam poduszki na kanapie pod oknem i na huśtawkach tuż za ladą. Wstawiam, dopiero co kupione szafirki (od pani Zdzisi, tu przy rogu) do wazoników i ustawiam je na stolikach. Czuję już zapach poranne porcji muffinek i ciasteczek owsianych. Zaraz trzeba będzie je wyjąć. Przynoszę z zaplecza konfitury do herbaty i do porannych bułeczek. Ustawiam wcześniej wyjętą porcje ciastek na ladzie. Przynoszę filiżanki. Włączam cichą nastrojową muzykę. Za chwilę czas otwierać. Ciekawe kogo tym razem tu przywieję.. Pewnie pan Marian, jak co rano wpadnie z wnuczką, w drodze do przedszkola, Marysia wpadnie na poranną kawę i  te zwariowane dzieciaki przylecą po muffiny, tak na tych ostatnich czekam najbardziej..
Już słyszę głosy pracowników. Czas otwierać. Podchodzę do drzwi..
"Otwarte/open", przewracam kartkę na drzwiach.
Odwracam się do nich plecami i podziwiam jak poranne słońce nieśmiało zagląda do wnętrza kawiarenki, poprzez okna. Widzę drobinki kurzu wirujące w świetle, słyszę ulicznego grajka, gwar na ulicy. A w sercu jakby piękniej, jakby raj, miłość po prostu. Nagle czuję lekkie objęcie w talii.. Moje życie jest cudow....


Mnóstwo samochodów, ziuuuuum, ziuuuuuum, od dwóch godzin nie słyszałam niczego innego stoję na poboczu z tekturką, na której wypisane jest wielkimi literami WROCŁAW. Nogi bolą, jednak nie dam się zastąpić. Przecież to najfajniejsza część autostopowych przygód. Po za tym, to chyba jedyna okazja, żeby uwolnić się na chwilę od współtowarzyszy i powspominać dotychczasowe przygody. Pozostałą dwójka przyjaciół chowa się przed doskwierającym słońcem. Jesteśmy zmęczeni. Bardzo. Już tydzień w drodze. Każda noc w innym miejscu. Namiot, plebania, karimata (bo ciepło), znowu namiot, malutki hotelik, a raz nawet stodołą z sianem! To jest życie! Wykończeni marzymy tylko o zimnym napoju. Musimy się jednak zadowolić ciepłą wodą..
Ehh.. czemu nikt się nie zatrzymuje...
Czuję coraz większe zmęczenie. Nagle ktoś się zatrzymuje. Jest! Wskakujemy.
Przemiłe małżeństwo zabiera nas do samego Wrocławia! Wysiadamy. Jest już wieczór. Kierujemy się do domu znajomych. 
Och, jaka jestem zmęczona. Odwracam się do przyjaciół i widzę... widzę szczęśliwe oczy i roześmiane buzie. Tak. To właśnie teraz czuję.
Życie jest piękne !! 


"Wróciłam"mówię rzucając na stolik obok drzwi klucze, torebkę i odstawiając walizkę. W progu wita mnie Balerina. Delikatnie drapię ją za uszkiem i słyszę przyjemne mruczenie. Wchodzę do kuchni i.. oczom nie wierzę. Za oknem, od rana +30 stopni, słońce w pełni, a w kuchni, było tornado, w zlewie resztki rozwijają nową cywilizację. Huragan jak nic. 
Zmęczona i rozzłoszczona, drepczę do salonu... tam nie lepiej.. Co robi miseczka płatków na dywanie i jakaś wylana kasza na stolę !? Chyba nie chcę dociekać składu substancji znajdującej się na drzwiach balkonowych... Klocki, lalki, kredki, kolorowanki, koraliki, gumeczki do włosów, puzzle. Co to!? Włamanie było czy co... Słyszę cichy głos dobiegający z telewizora.. gdzie jest pilot... odpuszczam. wyłączam przyciskiem na ekranie.
Boję się iść dalej... Zrezygnowana wchodzę do sypialni.. Armagedon.. Łazienkę mijam szerokim łukiem. Idę do pokoiku Julki, wchodzę i i serce mi topnieje. Mój Ukochany poległy na placu boju z książeczką w jednej i Julką w drugiej ręce... aż oczy zaszły mi mgłą. Złość wyparowała. "Przez trzy lata nie urosła tyle co prze ostatnie cztery dni nieobecności...". Przymykam drzwi, zakasuję rękawy. Czas zakończyć tę małą.. ehkm.. jak dla kogo małą.. apokalipsę. Chyba zacznę od kuchni...
"To musi być miłość, bo jak to nie miłość, to ja już nie wiem co.." uśmiecham się sama do siebie, biorąc do ręki zmywak...



Niepoprawna marzycielka, to chyba najtrafniejsze określenie. Nie mogę się nie zgodzić. Jestem marzycielką, czy niepoprawną ... nie wiem, pewnie trochę tak. Wszystko, byleby nie być ZWYKŁĄ marzycielką, Ostatnio usłyszałam genialną rzecz:

marzenia się nie spełniają!
marzenia się spełnia!

True.

Mam nadzieję, że ta podróż po moich marzeniach zachęci Cię do podróży po Twoich własnych. Nie wstydźmy się marzyć! A co ważniejsze, nie wstydźmy się realizować tych marzeń! 
Ja właśnie zaczynam robić plany! I już stawiam pierwsze kroki ku ich realizacji!

Uffff.. jak dotąd to chyba najdłuższy post, mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam. Jeszcze raz powtórzę : nie bój się marzyć, nie bój się śnić!
Może zechcesz się podzielić swoimi marzeniami w komentarzu?
Pozdrawiam
Tańcząca bez wytchnienia
(za to z dużą dawką natchnienia)




1 komentarz:

  1. Pochłonęłam ten post po prostu! Chyba wiem skąd wzięłas tę myśl o marzeniach, mnie też mocno poruszyła :) walcz o swoje! :)

    OdpowiedzUsuń