Wczoraj postanowiłam obejrzeć film. Podstawowe pytanie, chce mi się płakać? No w sumie, nie zaszkodzi.. Szukam, szukam, przeglądam opisy, trailery, nagle przypomniałam sobie o poleconym przez koleżankę filmie "Gwiazd naszych wina". Myślę sobie czemu nie? Film jak film, ktoś ma raka, ktoś pewnie umrze, skoro taki płaczliwy, ehkm, wzruszający, to uśmiercą w nim głównego bohatera. Taki drugi "Keith", albo "Szkoła uczuć", obejrzeć nie zawadzi.
Włączam, oglądam, szału nie ma. Powiedziałabym sympatyczny taki, połowa filmu a chusteczki nietknięte leżą (no dobra, dziewięć leży, bo mi się na kichanie zebrało) i nic. No ale nie przerwę w połowie. Skończyłam oglądać z mokrą poduszką ...
Film mnie rozwalił, nie śmierć, nie to, że życie jest niesprawiedliwe, nie to, że miłość taka nieszczęśliwa. Nie. Słowa, myśli rozebrały mnie na części i sama nie jestem się w stanie poskładać... Minęła noc i prawie cały dzień, a ciągle wracające cytaty powodują coraz większy huragan we mnie. Nie zrozumiecie mnie źle, nie zły huragan, raczej taki dobry.
"That's the thing about pain.
It demands to be felt."
Tak! Ból ma to do siebie, że wymaga, żeby go czuć. Taki właśnie jest. Wraz z napisami końcowymi, od razu stanęła mi przed oczyma sytuacja: Mam przyjaciela, on tak uważa, dla mnie jest kolegą. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nie może być moim przyjacielem, skoro ja czuję coś więcej. On tego nie wiedział. Tak myślałam. Jak zwykle za dużo myślałam, bo okazało się, że on świetne ogarnia sytuacje i wie co na rzeczy. Oczywiście, nie porozmawialiśmy jak dwoje dorosłych ludzi, wszystkiego dowiadywałam się przez osobę trzecią. Widziałam, że nie traktuje mnie "normalnie", że jestem kimś ważniejszym, no i co? haha, lipa. Like always. Owszem, traktował mnie inaczej, nie jak przyjaciółkę, jak kogoś ważniejszego. Mój mózg, jak to mózg każdej kobiety, zaczął pracować na podwojonych .. ba! na dziesięciokrotnie szybszych obrotach, wszystko dokładnie analizując, zasypując mnie wspaniałymi wizjami naszej przyszłości. Jednak przyszłość bywa bardzo zaskakująca. Poznał dziewczynę, bardzo dobrą, ładną, z podobnymi zainteresowaniami. Stała się, może nie głównym przedmiotem naszych rozmów, ale widzę jak go zajmuje. Koniec końców, wczoraj padł tekst, że ona się o niego troszczy, zanim pomyślałam napisałam "No to ja jestem niepotrzebna już :) Powodzenia i pa" Ostatni część dotyczyła pożegnania, bo on szedł z fb się uczyć.... ale czy aby na pewno? Nie. "nieee noo jesteś jesteś:)) Ty też mnie wspierasz, dziękuję :))" Piękna odpowiedź. Pomogłam mu wiem, wiem. Bardzo poraniony człowiek, dzięki mnie trochę się zabliźnił. Ale ten film uświadomił mi, że to było POŻEGNANIE. Bez łez, tragedii, za to z wielką ulgą. Nic nie będzie, ok. Więc czas się pożegnać, nie z nim, nie z kontaktem, ale z moimi mrzonkami i głupią nadzieją. Bo ile można. Czasem trzeba postawić kropkę, tam gdzie może i chciałoby się jedynie przecinek.
Czad, nie?
"Zakochiwałam się w nim jakbym zapadała w sen,
najpierw powoli, potem szybko i gwałtownie"
No i jak to ma nie rozwalić. Każda dziewczyna tego pragnie. Każda. I nie mówcie, że jest inaczej. Nie jest. Jest właśnie tak. Chcemy tego, dałybyśmy się pokroić, żeby coś takiego poczuć. Tak po prostu jest. I wiecie co? To jest PIĘKNE, to jest nasze piękno! Ta nieustanna nadzieja.
Ja pragnę romansu, gorącego(nie, nie chodzi o seks, nie), pięknego, nagłego i (UWAGA!) trwającego do końca życia. Wiem, że na to zasługuję i wiem, że nie zadowolę się półśrodkami, nigdy. Ale wiem też, ze kiedyś mnie to spotka. Nie pytajcie skąd. Wiem i już.
"Jestem jak granat, pewnego dnia wybuchnę, niszcząc wszystko i wszystkich wokół mnie. Po prostu staram się zminimalizować ofiary."
Kiedyś tak było. Teraz jest inaczej, bo wiem, że jak zacznę się otaczać coraz większą liczbą ludzi, to w niej znajdzie się ten jedyny - saper, który mnie unieszkodliwi.
Wpadłam ostatnio na cytat, który mi przypadł do gustu:
"Lepiej kochać, a potem płakać. Następna bzdura. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby go potem spalić"
Harlan Coben
Ja czekam, ja chcę czekać i będę czekać.
"Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą."
Zdradą dla mnie jest opowiadanie o filmie i cały ten post. Postępując wbrew sobie, wiem, że muszę to zrobić, bo ... postąpię wbrew sobie. Całe moje życie "to moja (nasza) tylko, nie gwiazd moich (naszych) wina"(Szekspir) Kropka.
Hmmm... powinnam zacząć od przedstawienia się, nie? Ale nie jest ważne to kim jestem, nie tu. Tu ważne jest, co myślę, a czas na prezentacje mej osoby jeszcze nadejdzie.. kiedyś.. jeszcze nie.
Pozdrawiam.
Tańcząca.
Tak sobie czytam i stwierdzam, że masz ogromny dar do pisania i przykuwania uwagi czutelnika haha^^ Nie ma co się przejmować facetami, prawdziwe uczucie na pewno wciąż na Ciebie czeka i w końcu Cię odnajdzie, zaprosi do tańca i już nigdy nie wypuści ze swoich ramion :)
OdpowiedzUsuńWow..jestem pod wrażeniem! Ogromnym! I czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuń