poniedziałek, 6 kwietnia 2015

let your love renew me

Witam.

I'm back.No powiedzmy...

Wiecie jak to jest umrzeć?
tak dla świata
tak dla ludzi
tak dla szczęścia
tak dla marzeń
tak źle
nieoczekiwanie
tak strasznie i niezapowiedzianie?

Podejrzewam, że tak. Że nie jest Wam obcy ten stan, kiedy jesteś za bramą, w jakimś swoim świecie. Swoim, całkowicie swoim, samotnym świecie. Wiece jak to jest żyć obok siebie? Kiedy jesteś wesoła, ale nie szczęśliwa? Kiedy jesteś samotna, a wokół tłum, kiedy jesteś adorowana a jesteś chodzącą ruiną? Kiedy wszystko jest dobrze, ale tak naprawdę jest do kitu? Kiedy nikt nie widzi jak bardzo jest źle?

Ja wiem.
Suszyłam się już bardzo długo czas. Mogę śmiało przyznać, że dobrnęłam do stanu przeterminowanego rodzynka. Chyba bardziej wysuszoną być nie mogłam.

Jednak bycie rodzynką mi nie odpowiada i nie tylko mi. Wicie czego mi było trzeba? Miłości. Bo to bez niej sobie uciekałam w świat marzeń, baje, wyobrażeń, Byle jak najdalej od myślenia i rozważenia.
I co się zmieniło?
Pozornie nic.
Jednak... zmieniło się wszystko.

Ktoś musiał przyjść i otworzyć bramę, zburzyć mur mojego fałszywego świata.
Ja to dobrze, że jest Zmartwychwstanie, jak to dobrze, że Pan Jezus powstał z martwych pierwszy i pokazał że się da, że z mocą Bożą da się wszystko.
Wiecie co? Nic się nie zmieniło, mur wokół mnie nadal stoi i to bardzo potężny, ale Pan Jezus otworzył bramę, ciężką, kamienną bramę i wziął nie kilof, nie jakiś młot, ale wziął Swoje Serce i kruszy ten mur. Powoli, bez pośpiechu. Małymi krokami.
Wiem jedno: Żyję. Żyję dzięki Niemu. Moje życie nie zmieniło się naglę w jakąś bajkę. Nie, ale śmierć jest już pokonana, już nie ma nade mną władzy,a  ja jestem Córką Króla, nic mi już nie grozi.
Nie planuję żadnych WIELKICH zmian. Nie o to chodzi. Powstawanie z martwych to proces. Mistrzowi zajęło to 3 dni, podejrzewam, że mi zajmie to trochę dłużej. Jednak mam dość grobu. ZA ciemno tu, za zimno i za smutno. czas powrócić do żywych.

Żyję i chce każdą częścią czuć to życie, pragnę żeby ono wniknęło w każda moją komórkę, bo Zmartwychwstanie nie dokonuje się raz do roku, raz w życiu. Ono jest codziennie, codziennie dostaję nowy dzień, nowe życie, muszę się nauczyć je przyjmować całą sobą, całym sercem. Czas na dostrzeżenie tego daru.

I teraz coś, co całkowicie mnie rozbroiło:


„Spójrzcie: Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo nasz Król spoczął w śmierci. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo w ludzkim ciele zasnął Bóg snem śmierci, a wzbudził tych, którzy w nim zasnęli. Bóg, przyoblekłszy ciało, poniósł śmierć i poruszył moce Otchłani. On, Bóg, a przecież także i z rodu Adama, udał się tam na poszukiwanie naszego praojca, zagubionego jak zbłąkana owca, pragnął bowiem nawiedzić pozostających w cieniu śmierci i wyzwolić Adama i towarzyszącą mu Ewę. Przyszedł więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do tych, którzy tam byli: «Pan mój z nami wszystkimi!» I odrzekł Chrystus Adamowi: «I z duchem twoim!» A pochwyciwszy go za rękę, podniósł go mówiąc: «Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus». Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się jako jeden z twoich synów. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy mają być twoimi, i moją władzą rozkazuję wszystkim spętanym: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło; tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie! Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, pójdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jedni i niepodzielni"

Dobrej nocy,
Tańcząca, powstała z umarłych, Wariatka.



.

czwartek, 5 marca 2015

Go !

Witam.

Dziś piszę wyjątkowo wcześnie (a co, zaszaleję), a to dlatego, że znalazłam chwilkę czasu dla siebie. Fenomenem ostatnich dni. Od niedzieli nie miałam chwili wytchnienia. Jeszcze do niedawna narzekałam na nudę i na to, że marnuję życie siedząc przed komputerem.. No i się doigrałam. Mój Anioł chyba usłyszał i postanowił zainterweniować.
Dzieją się cuda. Zaangażowałam się w kilka "projektów" i tak sobie działam. Więcej o nich napiszę w kolejnych postach, bo ten chciałabym poświęcić... działaniu.

Tak, działaniu.

Ostatnio zastanawiam się do czego dąży moje życie .. i wiecie co? Nie wiem.. Po prostu nie mam bladego pojęcia. Myślę nad tym, czy podołam temu wszystkiemu do czego się zobowiązałam. Nie wiem. Bo skąd mogę wiedzieć... Ale wiecie co? Wiem jedno i to chyba podstawa wszelkiego działania: jak nie spróbuję to się nie przekonam. Banalne, nie?

ha ha ha

No to teraz spróbuj to wmówić mojemu mózgowi, który NAGLE wszystko musi idealnie analizować i jak nigdy wyłapuje wszystkie (negatywne) sugestie znajomych. Jakieś ciężkie to.
Z jednej strony nareszcie coś robię, ale z drugiej nie wiem czy dobrze, że robię.

Może to wynika z utraty poczucia bezpieczeństwa. Siedziałam w domu, w komputerze, przeglądałam filmy, słuchałam muzyki, byłam bezpieczna, nie musiałam się czegoś obawiać.
Aż tu nagle BUM i zaczynam wchodzić w świat dorosłych, świat decyzji, świat problemów, wymagań, świat zaangażowania i cieplutki kocyk wymyka mi się z rąk.

No i co w takiej sytuacji muszę robić? Mój mózg krzyczy "wróć do tej milusiej kołderki", ale wiem, że na dłuższą metę to nie zadziała. To jest czas, w którym trzeba działać, trzeba łapać wiatr w żagle. Jestem młoda, ambitna, pełna pomysłów, nie mogę zmarnować tego czasu na odpoczywanie.
Nie czas na zmartwienia, czas na szczęście, na dawanie z siebie 100%, na ryzykowanie, na próbowanie różnych rzeczy, czas na przygodę, bo później może być najzwyczajniej za późno.

"Jest tylko jedna droga do szczęścia.
 Przestać się martwić rzeczami, na które nie masz wpływu."
Epiklet                                                         

Proste? Wydaje mi się, ze tak. A więc STOP zmartwieniom, START marzeniom !!
Do dzieła!!

Pozdrawiam serdecznie
Marząca (i nieustannie tańcząca) Wariatka


A oto dwie radości ostatnich dni, które mnie nieustannie inspirują (no muszę się nimi podzielić, bo pęknę) :



A i jeszcze znalezione w ostatniej chwili :
"Co Cię obchodzi, co mówią obcy ludzie, jeśli sama czujesz się szczęśliwa? To Twoje życie. Tylko Ty zapłacisz za swoje błędy i tylko Ty zyskasz na swoich trafnych decyzjach. Pamiętaj o tym."


wtorek, 3 marca 2015

Podróż na sto stóp (może nie stóp...?)

Witam.

 Ostatnio miałam (w  sumie nadal mam) niewiele czasu. Ciągle gdzieś biegam, coś robię, zapominam o 1000 rzeczach..(chyba muszę zacząć prowadzić - prowadzić, bo kupiony już mam - kalendarz) Paradoksalnie w mojej głowie kotłuje się od różnych przemyśleń. No bo przecież to tak bardzo odpowiedni na to czas. A co za tym idzie, przygotowałam coś specjalnie na ten wieczór...

 Chciałam napisać "zamknij oczy" i chodź za mną, jednak to chyba głupi pomysł zważając na to, że musisz czytać, a nie słuchać. Także mam inną propozycję, zamknij wszystko, co może Cię rozproszyć, wyłącz muzykę, idź gdzieś, gdzie możesz być chwilę sama i OTWÓRZ oczy wyobraźni, szeroko, pozwól się ponieść... dlaczego?

Dlatego, że dziś chcę Cię zabrać w podróż...

Ciemno. 
Cicho. 
Napięcie staje się trudne do zniesienia.
Czekam.
Stoję na środku, jeszcze chwilka i ...
zaczynam, słyszę pierwsze takty muzyki i serce delikatnie łomocze mi w piersi. Delikatnie, aby zaraz rozszaleć się w jej rytm. Ja i ta melodia to jedno, Zniknął stres, pojawiła się ekscytacja, podniecenie i uniesienie. Zaraz potem już nie myślę, robię... tańczę! Wyrażam to, co czuję. Owszem, wykonuję wyuczone ruchy, ale jednocześnie, pokazuję swoją duszę... nagle koniec. Światła gasną, słychać tylko mój oddech i bicie serca.
Cisza.
Trwa w nieskończoność.
Zamarłam w bezruchu i ciemności.
Tracę nadzieję..
Nagle brawa, ogromne, całe pomieszczenie wypełnione burzą oklasków ... 
Nigdy nie byłam bardziej . . .


 Oślepiające słońce zalało mi twarz, cudownie.. Mogłabym tak siedzieć z zamkniętymi oczyma wieczność. Nie mogę, jest tyle rzeczy do zobaczenia! Otwieram oczy i widzę pola lawendy, winnice, przepiękne pejzaże, cudowne wille, ogrody.
Och! Bajka, po prostu jestem w raju, inaczej tego nazwać nie mogę. Ten zniewalający zapach trawy, ziół, wina. Brak słów do opisania cudowności tego miejsca. A może by tak zostać tu na zawsze, wtopić się w ten krajobraz, wrosnąć w tutejszą ziemię, już wiecznie obserwować te niewiarygodne cuda natury..? 
Toskania, nie mogło być lepi . . .


Poprawiam poduszki na kanapie pod oknem i na huśtawkach tuż za ladą. Wstawiam, dopiero co kupione szafirki (od pani Zdzisi, tu przy rogu) do wazoników i ustawiam je na stolikach. Czuję już zapach poranne porcji muffinek i ciasteczek owsianych. Zaraz trzeba będzie je wyjąć. Przynoszę z zaplecza konfitury do herbaty i do porannych bułeczek. Ustawiam wcześniej wyjętą porcje ciastek na ladzie. Przynoszę filiżanki. Włączam cichą nastrojową muzykę. Za chwilę czas otwierać. Ciekawe kogo tym razem tu przywieję.. Pewnie pan Marian, jak co rano wpadnie z wnuczką, w drodze do przedszkola, Marysia wpadnie na poranną kawę i  te zwariowane dzieciaki przylecą po muffiny, tak na tych ostatnich czekam najbardziej..
Już słyszę głosy pracowników. Czas otwierać. Podchodzę do drzwi..
"Otwarte/open", przewracam kartkę na drzwiach.
Odwracam się do nich plecami i podziwiam jak poranne słońce nieśmiało zagląda do wnętrza kawiarenki, poprzez okna. Widzę drobinki kurzu wirujące w świetle, słyszę ulicznego grajka, gwar na ulicy. A w sercu jakby piękniej, jakby raj, miłość po prostu. Nagle czuję lekkie objęcie w talii.. Moje życie jest cudow....


Mnóstwo samochodów, ziuuuuum, ziuuuuuum, od dwóch godzin nie słyszałam niczego innego stoję na poboczu z tekturką, na której wypisane jest wielkimi literami WROCŁAW. Nogi bolą, jednak nie dam się zastąpić. Przecież to najfajniejsza część autostopowych przygód. Po za tym, to chyba jedyna okazja, żeby uwolnić się na chwilę od współtowarzyszy i powspominać dotychczasowe przygody. Pozostałą dwójka przyjaciół chowa się przed doskwierającym słońcem. Jesteśmy zmęczeni. Bardzo. Już tydzień w drodze. Każda noc w innym miejscu. Namiot, plebania, karimata (bo ciepło), znowu namiot, malutki hotelik, a raz nawet stodołą z sianem! To jest życie! Wykończeni marzymy tylko o zimnym napoju. Musimy się jednak zadowolić ciepłą wodą..
Ehh.. czemu nikt się nie zatrzymuje...
Czuję coraz większe zmęczenie. Nagle ktoś się zatrzymuje. Jest! Wskakujemy.
Przemiłe małżeństwo zabiera nas do samego Wrocławia! Wysiadamy. Jest już wieczór. Kierujemy się do domu znajomych. 
Och, jaka jestem zmęczona. Odwracam się do przyjaciół i widzę... widzę szczęśliwe oczy i roześmiane buzie. Tak. To właśnie teraz czuję.
Życie jest piękne !! 


"Wróciłam"mówię rzucając na stolik obok drzwi klucze, torebkę i odstawiając walizkę. W progu wita mnie Balerina. Delikatnie drapię ją za uszkiem i słyszę przyjemne mruczenie. Wchodzę do kuchni i.. oczom nie wierzę. Za oknem, od rana +30 stopni, słońce w pełni, a w kuchni, było tornado, w zlewie resztki rozwijają nową cywilizację. Huragan jak nic. 
Zmęczona i rozzłoszczona, drepczę do salonu... tam nie lepiej.. Co robi miseczka płatków na dywanie i jakaś wylana kasza na stolę !? Chyba nie chcę dociekać składu substancji znajdującej się na drzwiach balkonowych... Klocki, lalki, kredki, kolorowanki, koraliki, gumeczki do włosów, puzzle. Co to!? Włamanie było czy co... Słyszę cichy głos dobiegający z telewizora.. gdzie jest pilot... odpuszczam. wyłączam przyciskiem na ekranie.
Boję się iść dalej... Zrezygnowana wchodzę do sypialni.. Armagedon.. Łazienkę mijam szerokim łukiem. Idę do pokoiku Julki, wchodzę i i serce mi topnieje. Mój Ukochany poległy na placu boju z książeczką w jednej i Julką w drugiej ręce... aż oczy zaszły mi mgłą. Złość wyparowała. "Przez trzy lata nie urosła tyle co prze ostatnie cztery dni nieobecności...". Przymykam drzwi, zakasuję rękawy. Czas zakończyć tę małą.. ehkm.. jak dla kogo małą.. apokalipsę. Chyba zacznę od kuchni...
"To musi być miłość, bo jak to nie miłość, to ja już nie wiem co.." uśmiecham się sama do siebie, biorąc do ręki zmywak...



Niepoprawna marzycielka, to chyba najtrafniejsze określenie. Nie mogę się nie zgodzić. Jestem marzycielką, czy niepoprawną ... nie wiem, pewnie trochę tak. Wszystko, byleby nie być ZWYKŁĄ marzycielką, Ostatnio usłyszałam genialną rzecz:

marzenia się nie spełniają!
marzenia się spełnia!

True.

Mam nadzieję, że ta podróż po moich marzeniach zachęci Cię do podróży po Twoich własnych. Nie wstydźmy się marzyć! A co ważniejsze, nie wstydźmy się realizować tych marzeń! 
Ja właśnie zaczynam robić plany! I już stawiam pierwsze kroki ku ich realizacji!

Uffff.. jak dotąd to chyba najdłuższy post, mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam. Jeszcze raz powtórzę : nie bój się marzyć, nie bój się śnić!
Może zechcesz się podzielić swoimi marzeniami w komentarzu?
Pozdrawiam
Tańcząca bez wytchnienia
(za to z dużą dawką natchnienia)




piątek, 13 lutego 2015

Historia ...

Witam.

Dziś miało nic nie powstać. Ale kto jest w stanie przewidzieć natchnienie i nagłe, nie dające spokoju myśli..? No właśnie, dlatego coś Wam opowiem .....

Dawno, dawno temu żyła sobie piękna dziewczynka, miała ona przyjaciela. poznała go już w przedszkolu. Kochali się. Bardzo. Każdą chwilę spędzali razem. Nawet nie zauważyli kiedy ich przyjaźń stała się czymś więcej. Niestety, los bywa nieprzewidywalny i okrutny.. Chociaż nie. Nie, to nie los...
Mieli iść razem na Bal, potem razem na studia.. i tu historia by się zakończyła, jak się domyślacie Happy Endem..
Jednak żadne z nich nie było na tyle dorosłe żeby przyznać się do prawdziwych uczuć. Nie poszli razem. Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Ona zaszła w nieplanowaną ciążę, nic Mu o niej nie powiedziała. Urodziła i to był jedyny promyk słońca w jej życiu. On wyjechał, zrobił karierę, miał kilka partnerek.
Ona wyszła za mąż, On się ożenił.
Żadne z nich nie było szczęśliwe.
Ciągle się mijali...
Potrzeba było wielu lat, żeby zrozumieli, że tylko razem mogą odnaleźć prawdziwą radość i miłość.
Tak też się stało, po kilu latach, on wrócił i wreszcie byli razem...

banał, nie?

Niewymyślony przeze mnie. Oglądałam dziś film. Piękny. Tytułu nie zdradzę, żeby nie spojlerować.
Napisałam o nim, bo jakoś skłonił mnie do przemyśleń. Niby zwykłe romansidło, ale jednak...

Wiecie, co mnie zachwyciło? Dobroć głównej bohaterki, która ciągle robiła wszystko najpierw dla dobra Jego, potem dla dobra córki.
Wiecie, co mnie zdziwiło? Naiwność głównej bohaterki, która ciągle robiła wszystko najpierw dla dobra Jego, potem dla dobra córki.

Większość rzeczy w swoimi życiu zniszczyła przez ... (ta dammm) to, że nie porozmawiała szczerze z najważniejszą dla Niej osobą...
Nie mam pojęcia jak można przez głupi brak rozmowy, szczerej rozmowy zepsuć sobie życie.. Zaraz, zaraz, nie? No właśnie bardzo dobrze wiem!!
Zastanawia mnie jak to jest, że stajemy się coraz bardziej odważni, wymyślamy coraz to nowe technologie, a nie potrafimy szczerze porozmawiać z drugą osobą. Jak wiele spraw by to ułatwiło, jak wiele sporów zażegnało, jak wiele przyjaźni uratowało, jak wiele historii ocaliło!!
Dziś stwierdzam, że oszczędziłabym wiele cierpienia i sobie i innym, gdyby tylko zdobyła się na szczerą rozmowę, na wyznanie uczuć. Tyle zła przez tak banalną rzecz...

Nie chcę, żeby to były wpisy a'la kazania rodzicielskie... ale proszę Was o jedno
Was i siebie....
Nie bójmy się rozmawiać.
To, co czujemy nie jest złe. Uczucia nie są złe, one po prostu są. Są nasze, nikt nie może ich oceniać.
Rozmawiajcie z Tymi, z którymi chcecie, rozmawiajcie o tym, co czujecie, czego się boicie.

Rozbroił mnie w filmie motyw snu. On miał dziwne sny... Zawsze był w nich przedmiotem (klamka, strzała...). Zawsze. Dopiero, jak odważył się przylecieć do niej, przylecieć i wszystko wyznać, miał sen i był w nim... sobą !
Jak mawia moja babcia "człowiek ze spokojnym sercem, ma spokojne sny".
Walczmy o spokojne serca, walczmy o spełnienie marzeń, walczmy o miłość i o to, żeby żyć w prawdzie. Nie bójmy się powiedzieć, co czujemy. Nie ma sensu, życie jest za krótkie na takie lęki.
Pozwólmy sobie na ten luksus spokojnego zasypiania, nie "kładźmy się z niewyjaśnionymi sprawami". Kto wie, może dla niektórych to ostatnia szansa?
Nie analizujmy, nie pytajmy o rady miliona osób. Weźmy NASZE życie w NASZE ręce i zróbmy ten krok.
Zróbmy to, bo...
                          "...im dłużej panuje cisza, tym trudniej ją przerwać"
    Stephen King                                       

Dobrej nocy.
Dobrej decyzji.
Wciąż Tańcząca.


czwartek, 12 lutego 2015

Przypadek

"Ludzie spotykają się w różnym miejscu i czasie. Mijają, przechodzą. Czasem nic z tego nie wynika. Czasem wynika wszystko"
Piotr Adamczyk



Jak to dobrze mieć kogoś.
Jak to dobrze, że człowiek nie jest stworzony do samotności. Jak to dobrze. Nie wyobrażam sobie życia bez ludzi. Nie mam na myśli wieloletnich przyjaźni. One są piękne i wartościowe, jednak dziś myślę o czymś zupełnie innym...
O pewnego rodzaju przypadkowości.
O takich zwykłych znajomościach, takich... powiedziałabym "niechcący", gdy spotykasz kogoś i wiesz, że już nigdy nie zniknie on z Twojego serca.
Zaskakujące, jak wielu ludzi pojawia się moim życiu i mimo, że w pewien sposób znikają i może nie mam z nimi kontaktu, mają na mnie ogromny wpływ. Samo ich wspomnienie, powoduje jakiś taki sama nie wiem... ruch wewnątrz.
Kocham, poznawać ludzi przypadkiem, bo kawę się rozlało, bo się komuś miejsce zajęło, bo się po prostu zaczęło śmiać z tej samej rzeczy. Takie proste rzeczy, a czasem skutkują pięknymi, naprawdę pięknymi znajomościami.
Czasem się zastanawiam ile razy spotkałam jakiegoś człowieka, zanim go poznałam, ile z nim uśmiechów wymieniłam, ile razy go minęłam na przejściu, ile razy siedział w autobusie tam gdzie ja... Ale to nieważne. Ważne, że wreszcie, może po setnym spotkaniu, stanie się coś, co obydwoje zapamiętamy, co będzie początkiem (być może) przyjaźni.

Brak mi słów do wspaniałości jakie szykuje na życie, Uwielbiam ludzi, uwielbiam z nimi być, z nimi rozmawiać, szaleć. Kiedyś, ktoś mądry powiedział, że w wieku 60+ nie będziemy pamiętać, że się jakiegoś egzaminu nie zdało, ale będziemy pamiętać 7-godzinną rozmowę na boisku. Tak już jest.
Wiem, że jestem stworzona dla ludzi, że to jest to, do czego się rwie moje serce.

Chcę rozmawiać, chcę się śmiać, chce poznawać niesamowite historie z życia ludzi, chcę po prostu żyć dla ludzi.

Chcę, żeby z przypadku wynikało wszystko...



Możecie się zastanawiać, czemu wpisy pojawiają się tak późno... początkowo myślałam, że to przez brak czasu, teraz wiem, że to nie przypadek. Muzykę najlepiej czuje się w nocy, kiedy ma się mnóstwo czasu na przemyślenia, na wyobrażenia, na bycie sobą. Jestem Tańczącą Wariatką i najbardziej lubię to robić w nocy, przy księżycu,to takie proste i takie hmm... czy to nie romantyczne...??

Dobrej nocy.
Tańcząca po północy.



A to taka niespodzianka, która mnie niejako zmusiła do napisania postu. Znalazłam na łóżku taki oto prezent od właśnie takiej "przypadkowo" poznanej osoby. Dlaczego? Nie wiem. Wiem natomiast, że nie potrafię wyrazić wdzięczności za ową znajomość. Dziękuję.


wtorek, 10 lutego 2015

Dłoń

Chciałabym Wam coś powiedzieć . . .


Wiecie, kocham żyć.
Poważnie. Uwielbiam to!
A najbardziej z tego wszystkiego kocham te cudowną nieprzewidywalną codzienność.
To takie okropnie denerwujące kiedy nie wiem, co mnie czeka, co mam robić, czym się zajmować. Jednak... to chyba z tego wszystkiego najlepsze. Chyba właśnie o to chodzi, żeby sobie czasem tak po ludzku pobłądzić, wleźć tam, gdzie się nie powinno i może nawet nogę złamać, ale się czegoś nauczyć. Poczuć życie, nie poznawać go z opowieści innych, ale wziąć, spakować plecak i ruszyć w nieznane.
Dostaliśmy kiedyś wielki prezent: istnienie i może zabrzmi to jak jakiś banał, ale od nas zależy jak to wykorzystamy. Zastanawiam się czego się tak naprawdę boimy i wiecie co? NIC. Nie mam pojęcia... i nie mówię, że ja jestem tą odważną, która nieustannie zdobywa świat i ma za sobą miliony przygód.
Oj nie. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, ale dziś zrozumiałam jedno.
Wszystko zależy ode mnie, nikt nie przeżyje mojego życia, to ja decyduję o tym, czy chcę tu tylko być, czy chcę żyć... czy będę robić to, co kocham, czy to co muszę, czy znajdę swoją pasję, czy dam sobie wmówić, że jest nią to i to.
Życie to jedna wielka przygoda, nikt nie wie, co nas czeka..( No może przesadziłam, jest Ktoś, kto wie, tam na górze. Chociaż raczej powinnam powiedzieć, że tu, obok mnie jest taki Ktoś. Bo On tu jest, wierzę w to.)
Wydaję mi się ... nie, nie, nie! Wiem, że spotka mnie jeszcze 100000 niespodzianek, że życie mnie jeszcze nieraz zaskoczy, może pozytywnie, może bardzo boleśnie, ale wiem, że chcę to wszystko przyjąć, o tylko tak przeżyje własne życie.
Kiedyś słyszałam genialne słowa "kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera". Wniosek z tego taki, że chcę umrzeć. Chcę żyć tak, żeby kiedyś mi mój Anioł Stróż wypomniał ile miał przy mnie roboty, serio.
Nie wiem co zrobię jutro..
Nie wiem co robię za tydzień..
Wiem jednak, że od dziś otwieram swoje serce na życie, na przygodę i po prostu na świat, bo o to chodzi!
I nie trzeba tu jakichś tragedii, uniesień. Nie.
Żeby żyć potrzeba jednego - decyzji.



"Najlepsze chwile podczas czytania to te, gdy trafiasz na coś - myśl, uczucie, punkt widzenia - o czym myślałeś, że jest wyjątkowe, szczególnie tobie i tylko tobie znane. I oto jest, opisane przez kogoś innego, osobę, której nigdy nie poznałeś, być może kogoś, kto od dawna nie żyje. To jest tak, jakby nagle wyłoniła się czyjaś dłoń i pochwyciła twoją"
Alan Bennett

Może mnie nie znasz, może nigdy nie poznasz, ale mam nadzieję, że właśnie pochwyciłam Twoją dłoń...

Dobranoc.
Tańcząca.

To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina

Bloga założyłam z tydzień temu, wielki krok, wow, gratulacje. Założyłam i .. i co? I zamknęłam przeglądarkę, bo o czym mam niby pisać!? Dopiero teraz po tygodniu wiem o czym ma być pierwszy post. Może to być małe zaskoczenie, no dla mnie jest...

Wczoraj postanowiłam obejrzeć film. Podstawowe pytanie, chce mi się płakać? No w sumie, nie zaszkodzi.. Szukam, szukam, przeglądam opisy, trailery, nagle przypomniałam sobie o poleconym przez koleżankę filmie "Gwiazd naszych wina". Myślę sobie czemu nie? Film jak film, ktoś ma raka, ktoś pewnie umrze, skoro taki płaczliwy, ehkm, wzruszający, to uśmiercą w nim głównego bohatera. Taki drugi "Keith", albo "Szkoła uczuć", obejrzeć nie zawadzi.
Włączam, oglądam, szału nie ma. Powiedziałabym sympatyczny taki, połowa filmu a chusteczki nietknięte leżą (no dobra, dziewięć leży, bo mi się na kichanie zebrało) i nic. No ale nie przerwę w połowie. Skończyłam oglądać z mokrą poduszką ...
Film mnie rozwalił, nie śmierć, nie to, że życie jest niesprawiedliwe, nie to, że miłość taka nieszczęśliwa. Nie. Słowa, myśli rozebrały mnie na części i sama nie jestem się w stanie poskładać... Minęła noc i prawie cały dzień, a ciągle wracające cytaty powodują coraz większy huragan we mnie. Nie zrozumiecie mnie źle, nie zły huragan, raczej taki dobry.

"That's the thing about pain.
  It demands to be felt."

Tak! Ból ma to do siebie, że wymaga, żeby go czuć. Taki właśnie jest. Wraz z napisami końcowymi, od razu stanęła mi przed oczyma sytuacja: Mam przyjaciela, on tak uważa, dla mnie jest kolegą. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nie może być moim przyjacielem, skoro ja czuję coś więcej. On tego nie wiedział. Tak myślałam. Jak zwykle za dużo myślałam, bo okazało się, że on świetne ogarnia sytuacje i wie co na rzeczy. Oczywiście, nie porozmawialiśmy jak dwoje dorosłych ludzi, wszystkiego dowiadywałam się przez osobę trzecią. Widziałam, że nie traktuje mnie "normalnie", że jestem kimś ważniejszym, no i co? haha, lipa. Like always. Owszem, traktował mnie inaczej, nie jak przyjaciółkę, jak kogoś ważniejszego. Mój mózg, jak to mózg każdej kobiety, zaczął pracować na podwojonych .. ba! na dziesięciokrotnie szybszych obrotach, wszystko dokładnie analizując, zasypując mnie wspaniałymi wizjami naszej przyszłości. Jednak przyszłość bywa bardzo zaskakująca. Poznał dziewczynę, bardzo dobrą, ładną, z podobnymi zainteresowaniami. Stała się, może nie głównym przedmiotem naszych rozmów, ale widzę jak go zajmuje. Koniec końców, wczoraj padł tekst, że ona się o niego troszczy, zanim pomyślałam napisałam "No to ja jestem niepotrzebna już :) Powodzenia i pa" Ostatni część dotyczyła pożegnania, bo on szedł z fb się uczyć.... ale czy aby na pewno? Nie. "nieee noo jesteś jesteś:)) Ty też mnie wspierasz, dziękuję :))" Piękna odpowiedź. Pomogłam mu wiem, wiem. Bardzo poraniony człowiek, dzięki mnie trochę się zabliźnił. Ale ten film uświadomił mi, że to było POŻEGNANIE. Bez łez, tragedii, za to z wielką ulgą. Nic nie będzie, ok. Więc czas się pożegnać, nie z nim, nie z kontaktem, ale z moimi mrzonkami i głupią nadzieją. Bo ile można. Czasem trzeba postawić kropkę, tam gdzie może i chciałoby się jedynie przecinek.
Czad, nie?

"Zakochiwałam się w nim jakbym zapadała w sen,
najpierw powoli, potem szybko i gwałtownie"

No i jak to ma nie rozwalić. Każda dziewczyna tego pragnie. Każda. I nie mówcie, że jest inaczej. Nie jest. Jest właśnie tak. Chcemy tego, dałybyśmy się pokroić, żeby coś takiego poczuć. Tak po prostu jest. I wiecie co? To jest PIĘKNE, to jest nasze piękno! Ta nieustanna nadzieja.
Ja pragnę romansu, gorącego(nie, nie chodzi o seks, nie), pięknego, nagłego i (UWAGA!) trwającego do końca życia. Wiem, że na to zasługuję i wiem, że nie zadowolę się półśrodkami, nigdy. Ale wiem też, ze kiedyś mnie to spotka. Nie pytajcie skąd. Wiem i już.

"Jestem jak granat, pewnego dnia wybuchnę, niszcząc wszystko i wszystkich wokół mnie. Po prostu staram się zminimalizować ofiary."

Kiedyś tak było. Teraz jest inaczej, bo wiem, że jak zacznę się otaczać coraz większą liczbą ludzi, to w niej znajdzie się ten jedyny - saper, który mnie unieszkodliwi.

Wpadłam ostatnio na cytat, który mi przypadł do gustu:

"Lepiej kochać, a potem płakać. Następna bzdura. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby go potem spalić"
Harlan Coben

Zakochałam się w nim. I wiecie co? Nieprawda! Po "gwiazdach" wiem, że nie. Nie chodzi tu o chwilowe wzruszenie, czy porwanie serca. To jest po prostu głupota. Warto kochać i potem przez to cierpieć niż nigdy miłości nie zaznać i być niby szczęśliwym. W taki cierpieniu, dzięki miłości możemy zbudować taki raj, który nam się nigdy nie śnił. Wcale go nie palimy, my go powiększamy, poznając nowe tereny. Cierpienie sprawia, że odkrywamy niezagospodarowane miejsca i od nas zależy, czy zrobimy z nich bagno, czy dalszą część raju. Miłość daje siłę. Warto na nią czekać.
Ja czekam, ja chcę czekać i będę czekać.


"Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą."

Zdradą dla mnie jest opowiadanie o filmie i cały ten post. Postępując wbrew sobie, wiem, że muszę to zrobić, bo ... postąpię wbrew sobie. Całe moje życie "to moja (nasza) tylko, nie gwiazd moich (naszych) wina"(Szekspir)  Kropka.




Hmmm... powinnam zacząć od przedstawienia się, nie? Ale nie jest ważne to kim jestem, nie tu. Tu ważne jest, co myślę, a czas na prezentacje mej osoby jeszcze nadejdzie.. kiedyś.. jeszcze nie.

Pozdrawiam.
Tańcząca.