piątek, 13 lutego 2015

Historia ...

Witam.

Dziś miało nic nie powstać. Ale kto jest w stanie przewidzieć natchnienie i nagłe, nie dające spokoju myśli..? No właśnie, dlatego coś Wam opowiem .....

Dawno, dawno temu żyła sobie piękna dziewczynka, miała ona przyjaciela. poznała go już w przedszkolu. Kochali się. Bardzo. Każdą chwilę spędzali razem. Nawet nie zauważyli kiedy ich przyjaźń stała się czymś więcej. Niestety, los bywa nieprzewidywalny i okrutny.. Chociaż nie. Nie, to nie los...
Mieli iść razem na Bal, potem razem na studia.. i tu historia by się zakończyła, jak się domyślacie Happy Endem..
Jednak żadne z nich nie było na tyle dorosłe żeby przyznać się do prawdziwych uczuć. Nie poszli razem. Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Ona zaszła w nieplanowaną ciążę, nic Mu o niej nie powiedziała. Urodziła i to był jedyny promyk słońca w jej życiu. On wyjechał, zrobił karierę, miał kilka partnerek.
Ona wyszła za mąż, On się ożenił.
Żadne z nich nie było szczęśliwe.
Ciągle się mijali...
Potrzeba było wielu lat, żeby zrozumieli, że tylko razem mogą odnaleźć prawdziwą radość i miłość.
Tak też się stało, po kilu latach, on wrócił i wreszcie byli razem...

banał, nie?

Niewymyślony przeze mnie. Oglądałam dziś film. Piękny. Tytułu nie zdradzę, żeby nie spojlerować.
Napisałam o nim, bo jakoś skłonił mnie do przemyśleń. Niby zwykłe romansidło, ale jednak...

Wiecie, co mnie zachwyciło? Dobroć głównej bohaterki, która ciągle robiła wszystko najpierw dla dobra Jego, potem dla dobra córki.
Wiecie, co mnie zdziwiło? Naiwność głównej bohaterki, która ciągle robiła wszystko najpierw dla dobra Jego, potem dla dobra córki.

Większość rzeczy w swoimi życiu zniszczyła przez ... (ta dammm) to, że nie porozmawiała szczerze z najważniejszą dla Niej osobą...
Nie mam pojęcia jak można przez głupi brak rozmowy, szczerej rozmowy zepsuć sobie życie.. Zaraz, zaraz, nie? No właśnie bardzo dobrze wiem!!
Zastanawia mnie jak to jest, że stajemy się coraz bardziej odważni, wymyślamy coraz to nowe technologie, a nie potrafimy szczerze porozmawiać z drugą osobą. Jak wiele spraw by to ułatwiło, jak wiele sporów zażegnało, jak wiele przyjaźni uratowało, jak wiele historii ocaliło!!
Dziś stwierdzam, że oszczędziłabym wiele cierpienia i sobie i innym, gdyby tylko zdobyła się na szczerą rozmowę, na wyznanie uczuć. Tyle zła przez tak banalną rzecz...

Nie chcę, żeby to były wpisy a'la kazania rodzicielskie... ale proszę Was o jedno
Was i siebie....
Nie bójmy się rozmawiać.
To, co czujemy nie jest złe. Uczucia nie są złe, one po prostu są. Są nasze, nikt nie może ich oceniać.
Rozmawiajcie z Tymi, z którymi chcecie, rozmawiajcie o tym, co czujecie, czego się boicie.

Rozbroił mnie w filmie motyw snu. On miał dziwne sny... Zawsze był w nich przedmiotem (klamka, strzała...). Zawsze. Dopiero, jak odważył się przylecieć do niej, przylecieć i wszystko wyznać, miał sen i był w nim... sobą !
Jak mawia moja babcia "człowiek ze spokojnym sercem, ma spokojne sny".
Walczmy o spokojne serca, walczmy o spełnienie marzeń, walczmy o miłość i o to, żeby żyć w prawdzie. Nie bójmy się powiedzieć, co czujemy. Nie ma sensu, życie jest za krótkie na takie lęki.
Pozwólmy sobie na ten luksus spokojnego zasypiania, nie "kładźmy się z niewyjaśnionymi sprawami". Kto wie, może dla niektórych to ostatnia szansa?
Nie analizujmy, nie pytajmy o rady miliona osób. Weźmy NASZE życie w NASZE ręce i zróbmy ten krok.
Zróbmy to, bo...
                          "...im dłużej panuje cisza, tym trudniej ją przerwać"
    Stephen King                                       

Dobrej nocy.
Dobrej decyzji.
Wciąż Tańcząca.


czwartek, 12 lutego 2015

Przypadek

"Ludzie spotykają się w różnym miejscu i czasie. Mijają, przechodzą. Czasem nic z tego nie wynika. Czasem wynika wszystko"
Piotr Adamczyk



Jak to dobrze mieć kogoś.
Jak to dobrze, że człowiek nie jest stworzony do samotności. Jak to dobrze. Nie wyobrażam sobie życia bez ludzi. Nie mam na myśli wieloletnich przyjaźni. One są piękne i wartościowe, jednak dziś myślę o czymś zupełnie innym...
O pewnego rodzaju przypadkowości.
O takich zwykłych znajomościach, takich... powiedziałabym "niechcący", gdy spotykasz kogoś i wiesz, że już nigdy nie zniknie on z Twojego serca.
Zaskakujące, jak wielu ludzi pojawia się moim życiu i mimo, że w pewien sposób znikają i może nie mam z nimi kontaktu, mają na mnie ogromny wpływ. Samo ich wspomnienie, powoduje jakiś taki sama nie wiem... ruch wewnątrz.
Kocham, poznawać ludzi przypadkiem, bo kawę się rozlało, bo się komuś miejsce zajęło, bo się po prostu zaczęło śmiać z tej samej rzeczy. Takie proste rzeczy, a czasem skutkują pięknymi, naprawdę pięknymi znajomościami.
Czasem się zastanawiam ile razy spotkałam jakiegoś człowieka, zanim go poznałam, ile z nim uśmiechów wymieniłam, ile razy go minęłam na przejściu, ile razy siedział w autobusie tam gdzie ja... Ale to nieważne. Ważne, że wreszcie, może po setnym spotkaniu, stanie się coś, co obydwoje zapamiętamy, co będzie początkiem (być może) przyjaźni.

Brak mi słów do wspaniałości jakie szykuje na życie, Uwielbiam ludzi, uwielbiam z nimi być, z nimi rozmawiać, szaleć. Kiedyś, ktoś mądry powiedział, że w wieku 60+ nie będziemy pamiętać, że się jakiegoś egzaminu nie zdało, ale będziemy pamiętać 7-godzinną rozmowę na boisku. Tak już jest.
Wiem, że jestem stworzona dla ludzi, że to jest to, do czego się rwie moje serce.

Chcę rozmawiać, chcę się śmiać, chce poznawać niesamowite historie z życia ludzi, chcę po prostu żyć dla ludzi.

Chcę, żeby z przypadku wynikało wszystko...



Możecie się zastanawiać, czemu wpisy pojawiają się tak późno... początkowo myślałam, że to przez brak czasu, teraz wiem, że to nie przypadek. Muzykę najlepiej czuje się w nocy, kiedy ma się mnóstwo czasu na przemyślenia, na wyobrażenia, na bycie sobą. Jestem Tańczącą Wariatką i najbardziej lubię to robić w nocy, przy księżycu,to takie proste i takie hmm... czy to nie romantyczne...??

Dobrej nocy.
Tańcząca po północy.



A to taka niespodzianka, która mnie niejako zmusiła do napisania postu. Znalazłam na łóżku taki oto prezent od właśnie takiej "przypadkowo" poznanej osoby. Dlaczego? Nie wiem. Wiem natomiast, że nie potrafię wyrazić wdzięczności za ową znajomość. Dziękuję.


wtorek, 10 lutego 2015

Dłoń

Chciałabym Wam coś powiedzieć . . .


Wiecie, kocham żyć.
Poważnie. Uwielbiam to!
A najbardziej z tego wszystkiego kocham te cudowną nieprzewidywalną codzienność.
To takie okropnie denerwujące kiedy nie wiem, co mnie czeka, co mam robić, czym się zajmować. Jednak... to chyba z tego wszystkiego najlepsze. Chyba właśnie o to chodzi, żeby sobie czasem tak po ludzku pobłądzić, wleźć tam, gdzie się nie powinno i może nawet nogę złamać, ale się czegoś nauczyć. Poczuć życie, nie poznawać go z opowieści innych, ale wziąć, spakować plecak i ruszyć w nieznane.
Dostaliśmy kiedyś wielki prezent: istnienie i może zabrzmi to jak jakiś banał, ale od nas zależy jak to wykorzystamy. Zastanawiam się czego się tak naprawdę boimy i wiecie co? NIC. Nie mam pojęcia... i nie mówię, że ja jestem tą odważną, która nieustannie zdobywa świat i ma za sobą miliony przygód.
Oj nie. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, ale dziś zrozumiałam jedno.
Wszystko zależy ode mnie, nikt nie przeżyje mojego życia, to ja decyduję o tym, czy chcę tu tylko być, czy chcę żyć... czy będę robić to, co kocham, czy to co muszę, czy znajdę swoją pasję, czy dam sobie wmówić, że jest nią to i to.
Życie to jedna wielka przygoda, nikt nie wie, co nas czeka..( No może przesadziłam, jest Ktoś, kto wie, tam na górze. Chociaż raczej powinnam powiedzieć, że tu, obok mnie jest taki Ktoś. Bo On tu jest, wierzę w to.)
Wydaję mi się ... nie, nie, nie! Wiem, że spotka mnie jeszcze 100000 niespodzianek, że życie mnie jeszcze nieraz zaskoczy, może pozytywnie, może bardzo boleśnie, ale wiem, że chcę to wszystko przyjąć, o tylko tak przeżyje własne życie.
Kiedyś słyszałam genialne słowa "kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera". Wniosek z tego taki, że chcę umrzeć. Chcę żyć tak, żeby kiedyś mi mój Anioł Stróż wypomniał ile miał przy mnie roboty, serio.
Nie wiem co zrobię jutro..
Nie wiem co robię za tydzień..
Wiem jednak, że od dziś otwieram swoje serce na życie, na przygodę i po prostu na świat, bo o to chodzi!
I nie trzeba tu jakichś tragedii, uniesień. Nie.
Żeby żyć potrzeba jednego - decyzji.



"Najlepsze chwile podczas czytania to te, gdy trafiasz na coś - myśl, uczucie, punkt widzenia - o czym myślałeś, że jest wyjątkowe, szczególnie tobie i tylko tobie znane. I oto jest, opisane przez kogoś innego, osobę, której nigdy nie poznałeś, być może kogoś, kto od dawna nie żyje. To jest tak, jakby nagle wyłoniła się czyjaś dłoń i pochwyciła twoją"
Alan Bennett

Może mnie nie znasz, może nigdy nie poznasz, ale mam nadzieję, że właśnie pochwyciłam Twoją dłoń...

Dobranoc.
Tańcząca.

To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina

Bloga założyłam z tydzień temu, wielki krok, wow, gratulacje. Założyłam i .. i co? I zamknęłam przeglądarkę, bo o czym mam niby pisać!? Dopiero teraz po tygodniu wiem o czym ma być pierwszy post. Może to być małe zaskoczenie, no dla mnie jest...

Wczoraj postanowiłam obejrzeć film. Podstawowe pytanie, chce mi się płakać? No w sumie, nie zaszkodzi.. Szukam, szukam, przeglądam opisy, trailery, nagle przypomniałam sobie o poleconym przez koleżankę filmie "Gwiazd naszych wina". Myślę sobie czemu nie? Film jak film, ktoś ma raka, ktoś pewnie umrze, skoro taki płaczliwy, ehkm, wzruszający, to uśmiercą w nim głównego bohatera. Taki drugi "Keith", albo "Szkoła uczuć", obejrzeć nie zawadzi.
Włączam, oglądam, szału nie ma. Powiedziałabym sympatyczny taki, połowa filmu a chusteczki nietknięte leżą (no dobra, dziewięć leży, bo mi się na kichanie zebrało) i nic. No ale nie przerwę w połowie. Skończyłam oglądać z mokrą poduszką ...
Film mnie rozwalił, nie śmierć, nie to, że życie jest niesprawiedliwe, nie to, że miłość taka nieszczęśliwa. Nie. Słowa, myśli rozebrały mnie na części i sama nie jestem się w stanie poskładać... Minęła noc i prawie cały dzień, a ciągle wracające cytaty powodują coraz większy huragan we mnie. Nie zrozumiecie mnie źle, nie zły huragan, raczej taki dobry.

"That's the thing about pain.
  It demands to be felt."

Tak! Ból ma to do siebie, że wymaga, żeby go czuć. Taki właśnie jest. Wraz z napisami końcowymi, od razu stanęła mi przed oczyma sytuacja: Mam przyjaciela, on tak uważa, dla mnie jest kolegą. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nie może być moim przyjacielem, skoro ja czuję coś więcej. On tego nie wiedział. Tak myślałam. Jak zwykle za dużo myślałam, bo okazało się, że on świetne ogarnia sytuacje i wie co na rzeczy. Oczywiście, nie porozmawialiśmy jak dwoje dorosłych ludzi, wszystkiego dowiadywałam się przez osobę trzecią. Widziałam, że nie traktuje mnie "normalnie", że jestem kimś ważniejszym, no i co? haha, lipa. Like always. Owszem, traktował mnie inaczej, nie jak przyjaciółkę, jak kogoś ważniejszego. Mój mózg, jak to mózg każdej kobiety, zaczął pracować na podwojonych .. ba! na dziesięciokrotnie szybszych obrotach, wszystko dokładnie analizując, zasypując mnie wspaniałymi wizjami naszej przyszłości. Jednak przyszłość bywa bardzo zaskakująca. Poznał dziewczynę, bardzo dobrą, ładną, z podobnymi zainteresowaniami. Stała się, może nie głównym przedmiotem naszych rozmów, ale widzę jak go zajmuje. Koniec końców, wczoraj padł tekst, że ona się o niego troszczy, zanim pomyślałam napisałam "No to ja jestem niepotrzebna już :) Powodzenia i pa" Ostatni część dotyczyła pożegnania, bo on szedł z fb się uczyć.... ale czy aby na pewno? Nie. "nieee noo jesteś jesteś:)) Ty też mnie wspierasz, dziękuję :))" Piękna odpowiedź. Pomogłam mu wiem, wiem. Bardzo poraniony człowiek, dzięki mnie trochę się zabliźnił. Ale ten film uświadomił mi, że to było POŻEGNANIE. Bez łez, tragedii, za to z wielką ulgą. Nic nie będzie, ok. Więc czas się pożegnać, nie z nim, nie z kontaktem, ale z moimi mrzonkami i głupią nadzieją. Bo ile można. Czasem trzeba postawić kropkę, tam gdzie może i chciałoby się jedynie przecinek.
Czad, nie?

"Zakochiwałam się w nim jakbym zapadała w sen,
najpierw powoli, potem szybko i gwałtownie"

No i jak to ma nie rozwalić. Każda dziewczyna tego pragnie. Każda. I nie mówcie, że jest inaczej. Nie jest. Jest właśnie tak. Chcemy tego, dałybyśmy się pokroić, żeby coś takiego poczuć. Tak po prostu jest. I wiecie co? To jest PIĘKNE, to jest nasze piękno! Ta nieustanna nadzieja.
Ja pragnę romansu, gorącego(nie, nie chodzi o seks, nie), pięknego, nagłego i (UWAGA!) trwającego do końca życia. Wiem, że na to zasługuję i wiem, że nie zadowolę się półśrodkami, nigdy. Ale wiem też, ze kiedyś mnie to spotka. Nie pytajcie skąd. Wiem i już.

"Jestem jak granat, pewnego dnia wybuchnę, niszcząc wszystko i wszystkich wokół mnie. Po prostu staram się zminimalizować ofiary."

Kiedyś tak było. Teraz jest inaczej, bo wiem, że jak zacznę się otaczać coraz większą liczbą ludzi, to w niej znajdzie się ten jedyny - saper, który mnie unieszkodliwi.

Wpadłam ostatnio na cytat, który mi przypadł do gustu:

"Lepiej kochać, a potem płakać. Następna bzdura. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby go potem spalić"
Harlan Coben

Zakochałam się w nim. I wiecie co? Nieprawda! Po "gwiazdach" wiem, że nie. Nie chodzi tu o chwilowe wzruszenie, czy porwanie serca. To jest po prostu głupota. Warto kochać i potem przez to cierpieć niż nigdy miłości nie zaznać i być niby szczęśliwym. W taki cierpieniu, dzięki miłości możemy zbudować taki raj, który nam się nigdy nie śnił. Wcale go nie palimy, my go powiększamy, poznając nowe tereny. Cierpienie sprawia, że odkrywamy niezagospodarowane miejsca i od nas zależy, czy zrobimy z nich bagno, czy dalszą część raju. Miłość daje siłę. Warto na nią czekać.
Ja czekam, ja chcę czekać i będę czekać.


"Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą."

Zdradą dla mnie jest opowiadanie o filmie i cały ten post. Postępując wbrew sobie, wiem, że muszę to zrobić, bo ... postąpię wbrew sobie. Całe moje życie "to moja (nasza) tylko, nie gwiazd moich (naszych) wina"(Szekspir)  Kropka.




Hmmm... powinnam zacząć od przedstawienia się, nie? Ale nie jest ważne to kim jestem, nie tu. Tu ważne jest, co myślę, a czas na prezentacje mej osoby jeszcze nadejdzie.. kiedyś.. jeszcze nie.

Pozdrawiam.
Tańcząca.